Cienie do powiek Maybelline.

Witam moi drodzy w ten dosyć piękny dzień! W końcu mamy troszkę więcej słońca! Tym razem chciałabym przedstawić Wam pewną recenzję. Będzie to moja pierwsza próba zaprezentowania innego produktu do makijażu, oprócz oczywiście tuszów do rzęs, które często przewijają się przez ten blog. Także z góry proszę o wyrozumiałość i od razu mówię, że z chęcią przyjmę każdą konstruktywną krytykę oraz cenne rady! Otóż postanowiłam, iż pochylę się chwilę nad moim zestawem cieni z Maybelline. Ponieważ jestem bardzo zadowolona z tego kosmetyku, o czym zresztą napiszę szczegółowiej  w dalszej części posta to stwierdziłam, że warto skomponować na jego temat kilka słów i go polecić, bo naprawdę należy się mu chwila uwagi. Zapraszam gorąco do lektury!

Zacznę od kilku słów na temat, jak ten nabytek trafił do mojej kosmetyczki. Zestaw cieni Maybelline jest jednym z pierwszych poważniejszych, które znalazły się w mojej skromnej kolekcji. Nigdy nie przepadałam za robieniem makijażu oczu. Jedyne w czym się niezmiernie lubuję to tusze do rzęs, których mogłabym mieć na pęczki. Wracając jednak do najważniejszej kwestii to ten zestaw kupiłam dłuższy czas temu, bo w liceum, kiedy to byłam na zakupach z moją przyjaciółką. Do dziś pamiętam, że obie zobaczyłyśmy reklamę tego kosmetyku w telewizji i postanowiłyśmy wybrać się na wyprawę po niego. Naszym celem był zestaw ciemniejszych cieni, ale na miejscu okazało się, że jest tylko jedna sztuka, więc po dłuższych naradach Gosia zdecydowała się na inny w jaśniejszej wersji kolorystycznej, ale również z tej serii. W ten oto sposób po wielu zawirowaniach stałam się szczęśliwą posiadaczką mojego pierwszego zestawu cieni.

Charakterystyka kosmetyku:

Zestaw składa się z czterech cieni. Trzy z nich oscylują wokół kolorystyki brązu, a trzeci to baza rozświetlająca. W zestawie dostępny jest również aplikator z dwoma różnymi gąbeczkami: cieńszą oraz grubszą. Cienie wzbogacone są w drobinki złota, które dają bardzo naturalny, nie przesadzony efekt. Przeznaczone są one przede wszystkim do makijażu wieczorowego oraz tak zwanego smokey eyes. Są dobrze napigmentowane. Poniżej zaprezentuję Wam propozycję makijażu, która została przedstawiona na opakowaniu, będzie ona wzbogacona zdjęciami poszczególnych cieni.

Makijaż krok po kroku za pomocą cieni Maybelline (poszczególne, opisane poniżej kroki odpowiadają numerkom przedstawionych powyżej cieni):

  1. Nałóż rozświetlającą bazę rozprowadzając ją aż do łuku brwi.
  2. Nałóż na ruchomą część powieki.
  3. Nałóż na miejscu załamania powieki, rozprowadzając na zewnątrz.
  4. Nałóż, aby podkreślić górną i dolną linię rzęs.

Moja opinia:

Ja osobiście jestem bardzo zadowolona z tych cieni. Mam je naprawdę już długi czas i używam na specjalne okazje, bądź kiedy chce delikatnie podkreślić oko (wówczas stosuję bazę rozświetlającą oraz najjaśniejszy cień). Jestem, co prawda blondynką, ale kolor moich włosów jest dosyć ciemny, dlatego też cienie dobrze komponują się z moim typem urody. Muszę przyznać, że są one dosyć trwałe i długo trzymają się na oku. Z ich użyciem możemy stworzyć naprawdę świetny makijaż w stylu smokey eyes (kilka razy próbowałam i byłam naprawdę zadowolona z efektu). Osobiście jeżeli mogłabym powiedzieć o jakiś minusach to troszkę nie lubię tego aplikatora, bo jeśli pomaluję nim powiekę na jakiś kolor to później kiedy chcę nałożyć na niego następny to wciąż mam pozostałości poprzedniego, ale to akurat jest do przeżycia. Jak widzicie na zdjęciach cienie wyglądają niemalże jakby były nieużywane. Powody są dwa: po pierwsze nie korzystam z nich nie wiadomo jak często, ale zaznaczę, że zdarza się to około kilkunastu/kilkudziesięciu razy w roku, począwszy od czasów licealnych, a po drugie nie wiem, czy prawidło będzie w przypadku tego kosmetyku jeśli napiszę, że jest wydajny, ale szczerze powiedziawszy to mam naprawdę takie wrażenie! Moim zdaniem dodatkowym plusem jeżeli chodzi o ten kosmetyk jest opakowanie, które jest bardzo trwałe i łatwe w użytkowaniu. Nie pamiętam dokładnie ile zapłaciłam za te cienie, ale cena oscylowała w granicach 20-27 zł. Na początku wydawało mi się to bardzo dużo, ale po pewnym czasie stwierdziłam, że warto było wydać te pieniądze! Reasumując jestem bardzo zadowolona i polecam zakup. Nie wiem, czy są one jeszcze dostępne w szafie Maybelline, bo kupowałam je jak już wspomniałam ładny kawałek czasu temu, ale zawsze można przecież wypróbować podobne. Jeśli jednak byście trafiły na te to gwarantuje, że są warte zakupu!

Mieliście styczność z cieniami Maybelline? Jeżeli tak, to czy byłyście z nich zadowolone? Ja z czystym sumieniem jak już napisałam jak najbardziej je polecam. W moim przypadku spełniły wszystkie oczekiwania i sprawdziły się w wielu sytuacjach. Od dłuższego czasu zastanawiam się nad kupnem na próbę jednej z paletek ze Sleeka. Bardzo ciężko mi się zdecydować na którąś, bo kilka z nich mi się  naprawdę bardzo podoba! Jeżeli miałyście z nimi styczność to z chęcią poznam Wasze opinie oraz sugestie. Tymczasem uciekam na zakupy (trzymajcie kciuki, bym coś fajnego upolowała) i do następnego kochani! 🙂

Monika

23 Comments

  1. Witam, znowu 🙂
    Wybacz, że tak zawracam Ci głowę, ale mam jeszcze jedno pytanie 🙂
    Czy jak pójdę się umyć to ta odżywka dalej będzie się na palcach trzymać ? Myślałam, że zostawi taki efekt jak lakier bezbarwny, a tu mała pomyłka 🙂
    Mam prośbę, możesz napisać coś u Ciebie o tej odzywce,którą poleciłaś mi w komentarzu ? Będę bardzo zadowolona 🙂


    zmakeupizowani.blogspot.com

  2. nigdy nie miałam tych cieni ale już tysiąc razy sie zastanawiałam nad kupnem :))) tylko ja mam taki problem że i tak tych ciemniejszych barw nie używam, zawsze tylko te jaśniejsze, to chyba jak kupię poczwórny to dwa cienie mi się nie przydadzą 🙁 bałam się zaryzykować i kupić te cienie ale po Twojej recenzji widzę że są ok, to fajnie bo to jedna z moich ulubionych marek 🙂 pozdrawiam Cię kochana!!

  3. Są dobre, ale ja polecam wszystkim L’oreala – podobny sposób malowania, też taka paleta, z tej serii co aktorki polecają, niestety nie pamiętam nazwy – świetne kolory i trwałość 😀

  4. Nigdy nie miałam styczności z tymi cieniami. Ale przyznaje podobają mi się odcienie – mój typ. Od zawsze używam cieniu Ruby Rose. Kupuje takie palety po 48 cieni. Są trwałe.

    Pogoda jest taka dołujące, że nie mam ochoty na makijaż:D, to zły znak:D

    Buźka;*

  5. dzięki. to niemal zaraz po myciu i wysuszeniu xD
    dziękuję za pochwałę nagłówka 🙂

    nie używam cieni 🙂

  6. nigdy nie patrzyłam na cienie lepszych firm, jakoś w mojej głowie było przeknanie, że te tańsze mi wystarczają. może jednak skusze sie na maybelline następnym razem 🙂
    ze swojej strony moge polecić cenie lovely – takie jakby 5 ułożonych w kwiatek – dobra pigmentacja oraz trwałość. tak samo miss sporty – paletka malutka, taka poczwórna, do smokey eyes, w nich jestem zakochana, miałam paletke szarą, którą upuściłam przypadkiem na podłogę – straszne to było 🙁 a teraz w tonacji fioletowej – pasuja bardzo dobrze do mojego typu urody i okularów 😛 które też są fioletowe 😛
    natomiast NIE polecam cieni wibo – ich trwałość jest gorsza niż można sobie to w ogóle wyobrazić – nawet godziny nie wytrzymują >.<

    a jeszcze co do pędzelków – polecam kupić sobie nawet najzwyklejszy zestaw czterech w rosmannie, za pare złotych – dzięki temu możemy każda końcówkę "przeznaczyć" na jeden cień i nie ma problemu tych resztek po wcześniejszym 🙂

  7. Tak mało się maluję, że nie posiadam żadnych cieni. Ale mogłabym takie komuś sprawić w prezencie – siostrze bądź mamie, pasowałyby do ich urody. Recenzja przydatna 🙂
    Ja już wróciłam, więc powoli odświeżam u siebie.

  8. Świetne kolorki cieni i bardzo ciekawy post,powiedziałabym nawet,że profesjonalny!Ja używam przeważnie cieni Inglot,ale w swojej kolekcji mam też loreal,gosh i wiele innych w sumie za dużo nawet żeby wymieniać;)
    Maybelline nie miałam,może się skuszę:)

  9. ja nie używam i nie umiem posługiwać się cieniami 🙂 w ogóle mój makijaż oka składa się z tuszu do rzęs i EWENTUALNIE raz na ruski rok eyelinera 😉 za to lubię różne szminki i błyszczyki 🙂

    miałaś może jakąś pomadkę z essence? ostatnio widziałam za 8 zł taką śliczną czerwoną, z tej marynarskiej kolekcji :)))

    pozdrawiam! :*

  10. Nie używam niczego innego do oczu oprócz tuszów, bo przede wszystkim nie umiem się malowac 😉 hehe 🙂 A lakier zdecydowanie jest świetny, zresztą jeśli chcesz to możesz wziąc udział w konkursie u mnie, jest prosty, a możesz zdobyc te lakiery do wypróbowania 😉
    ptysia.blogspot.com

  11. Cześć 🙂 Znów pytanie odnoście odżywki[ tak, wiem, pewnie masz mnie już doscyć :)]
    Czy to serum z Lovely zmywasz po kilku dniach zmywaczem ? Można kłaść na nie lakier?
    Z góry dzięki za odpowiedz 🙂

  12. ja nie maluję nigdy powiek, więc z cieniami w ogóle nie mam zbyt dużej styczności ^ ale te naprawdę mi się spodobały, lubię te kolory. gdybym miała się na jakieś zdecydować, to właśnie na takie.

  13. Hej,co do charmsów (wiem,wiem..to nie na temat tego posta) to wygrana z Liptona musi być znakiem;) musisz kochana zacząć kolekcję 🙂 ja osobiście wolę zawieszki z Aparta,gołym okiem widać róznicę między Yesem a Apartem ale nie ukrywam,że kilka zawieszek z Yesa także mi się podoba.Bransoletki te są urocze a rodzajem zawieszek można wyrazić siebie i swoją osobowość.Dziękuję za odwiedziny na blogu 🙂 odezwij się na e-maila jaką karteczkę chcesz,zrobię za free;)

  14. Cieszę się, że recenzja okazałą się przydatna;-). Co tam u Ciebie? U mnie pracowicie – pomagam rodzicom w remoncie w firmie = duużo kurzu:D. U mnie też Kochana pada, co mnie tak dobija. Niby jutro mam być ładnie, oby oby;-) Buziaki:*

  15. Ja ostatnio więcej kombinuję, jeśli chodzi o cienie, lecz jak na razie w innych barwach. Dzięki za inspirację, muszę spróbować tych odcieni/cieni;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *