Ulubieńcy miesiąca: lipiec.

Witajcie moi drodzy! Tym razem mam dla Was kolejną odsłonę wpisu o ulubieńcach miesiąca. Bardzo mnie cieszy, że ten cykl się przyjął pozytywnie i pod poprzednim postem na temat ulubieńców czerwca zebrałam wiele komentarzy. Jeszcze raz dziękuję! Po dłuższym zastanowieniu wybrałam kilka produktów, które skradły moje serce w lipcu. Muszę Wam zdradzić, iż o dziwo było to dosyć łatwe zadanie. O ile w poprzednim wpisie z tej serii znalazły się kosmetyki do brwi i rzęs to tym razem moja lista faworytów będzie dosyć różnorodna, a w dodatku postanowiłam przyznać małe wyróżnienie, pewnej rzeczy, która naprawdę mi się przydała. Zapraszam gorąco do lektury oraz mam nadzieję, że i ta odsłona ulubieńców przypadnie Wam do gustu!

 

Miejsce pierwsze

Na pierwszym miejscu listy ulubieńców lipca bezapelacyjnie umieszczam moją kosmetyczną nowość kokosowy balsam do ust z Ziai (kokosowa terapia skóry i zmysłów). Jestem zauroczona tym produktem oraz zachwycona jego działaniem, ale o tym za chwilę. Najpierw przedstawię Wam informacje jakie przekazuje producent na opakowaniu, a później się do nich szczegółowo odniosę.

Informacje z opakowania:

  • Doskonale nawilża skórę oraz zapobiega nadmiernemu wysuszaniu.
  • Zmniejsza skłonność do pękania, szczególnie w kącikach ust.
  • Nabłyszcza, delikatnie natłuszcza oraz skutecznie zapobiega pierzchnięciu.

kokosowa terapia skóry:

lipidy z orzecha kokosowego- posiadają świadectwo ECOCERT, regenerują lipostrukturę naskórka, są źródłem NNKT niezbędnych do prawidłowego odżywienia i nawilżenia skóry.

olej Canola- bogaty w fitosterole i tokoferole, odżywia i zmiękcza naskórek, posiada naturalny system antyoksydacji, neutralizuje wolne rodniki, chroni przed szkodliwym wpływem UV oraz skutecznie łagodzi podrażnienia.

lanolina- natłuszcza oraz wyraźnie zmiękcza skórę, doskonale wchłania się w skórę, hamuje utratę wody oraz zmniejsza szorstkość naskórka.

wit. A i E- chronią przed uszkodzeniami lipidy naskórka. Doskonale regenerują i odżywiają skórę.

aromat mleczka kokosowego- zapewnia przyjemne uczucie świeżości i podnosi komfort stosowania.

Sposób użycia

Nałożyć balsam bezpośrednio na usta. Ułatwia rozprowadzenie pomadki.

Moja opinia:

Kokosowy balsam do ust z Ziai kupiłam całkiem niedawno, a muszę przyznać, że już zdążyłam zużyć pół opakowania. Odkąd zaczęłam go stosować naprawdę jestem ogromnie zadowolona z efektów. Po pierwsze jak już wiecie uwielbiam kokosy i tutaj je naprawdę czuć, w dodatku nie jest to sztuczny zapach. Po drugie i chyba jednak ważniejsze balsam doskonale wpływa na moje usta- powoduje, że są miękkie, delikatne i nawilżone. Jego konsystencja sprawia, że jest naprawdę łatwy w aplikacji. Kiedy posmarujemy nim usta po jakimś czasie nie osadza się w kącikach w postaci białego osadu, a niestety w przypadku wielu moich poprzednich pomadek ochronnych, błyszczyków i tym podobnych tak było. Balsam dostępny jest w opakowaniu o pojemności 10 mln. Jest wydajny, mam go ponad miesiąc, czasem smaruję usta nawet do kilku razy dziennie, a ubyła mi dopiero połowa opakowania. Uwierzcie z moim użytkowaniem to naprawdę całkiem niedużo. Uważam, że jego cena jest naprawdę atrakcyjna, bo nie przekracza 10 zł. Oprócz balsamu o smaku kokosowym dostępne są również czekoladowe oraz oliwkowe (swoją drogą nie mogę się doczekać kiedy je wypróbuję, bo oba smaki uwielbiam!). Reasumując ten produkt jak najbardziej moim zdaniem zasłużył na pierwsze miejsce. Zachęcam Was gorąco do wypróbowania go! Jest wart tych wszystkich komplementów.

Miejsce drugie

Na miejscu drugim chciałabym umieścić krem do rąk z ekstraktem z miodu 24 h nawilżenie z Garniera. Sądzę, że będzie to niewątpliwie mój faworyt przez najbliższy czas.

Informacje z opakowania:

Krem do rąk Nawilżająca Pielęgnacja 7 dni wzbogacony został, po raz pierwszy w Garnierze, o nowy składnik L-BIFIDUS, inspirowany probiotykami znajdującymi się w jogurtach naturalnych. L-BIFIDUS wzmacnia naturalną barierę ochronną skóry, chroniąc ją przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi, takimi jak twarda woda, ogrzewanie, powodującymi nadmierne wysuszanie skóry.

Lekka, szybko wchłaniająca się formuła została wzbogacona o ekstrakt z miodu, aby ukoić Twoją skórę i ochronić ją przed przesuszeniem.

Moja opinia:

Muszę przyznać, że to jeden z najlepszych kremów do rąk jakie miałam do tej pory. Doskonale poradził sobie z moją przesuszoną skórą i dzięki niemu jest ona w znacznie lepszej kondycji. Od kiedy mieszkam w Krakowie tutejsza woda mi nie służyła, ale na szczęście Garnier sprawił, że nawet ona mi nie straszna! Krem ma bardzo przyjemny, delikatny zapach. Jego konsystencja jest w miarę gęsta, łatwo się go rozsmarowuje. Po zaaplikowaniu go na skórę możemy odczuć, że jest ona wrażliwsza i delikatniejsza. Szybko się wchłania. Moim zdaniem jego dodatkowym plusem jest cena, która nie przekracza 8 zł. Krem dostępny jest w opakowaniu o pojemności 75 ml. Ja mam go już jakiś czas, smaruję nim ręce czasem kilka razy dziennie i muszę przyznać, że z obserwacji wnioskuję, iż jest całkiem wydajny. Uważam, że zastosowanie nowego składnika do kremu w postaci L-Bifidus być może poprawiło działanie tego kremu. Podsumowując polecam go z czystym sumieniem. Jest tani, nie doszukałam się w nim żadnych minusów, ma przyjemny zapach, a w dodatku sprawia, że skóra rąk jest dopieszczona- nawilżona i delikatna. Zdecydowanie to mój faworyt wśród kremów do rąk. Po krótkich przemyśleniach uważam, że powinnam go umieścić ramię w ramię na pierwszym miejscu z pomadką, ale z faktu, że mam ją od niedawna i wzbudziła we mnie takie zachwyty to właśnie ona zajęła najwyższe miejsce na podium.

Miejsce trzecie

Jak wiecie z poprzednich wpisów jestem maniakiem tuszów do rzęs i mam już ich całkiem sporą kolekcję. W ubiegłym miesiącu na liście moich ulubieńców umieściłam aż dwa tusze. Ostatnio jednak znalazłam dla nich póki co moim zdaniem lepszą alternatywę. Otóż postanowiłam powrócić do mojego starego tuszu do rzęs- Maybelline Mascara Volum Express Falsies. Z faktu, że jestem z niego dosyć zadowolona, aczkolwiek nie daje on niezwykle zaskakujących efektów, o jakich informuje nas producent postanowiłam go umieścić na trzecim miejscu.

Informacje pochodzące ze strony producenta:

Nasza nowa maskara wychodzi naprzeciw podstawowej potrzebie konsumentek: pełnej, seksownej linii rzęs. Kluczem do tego efektu jest unikalna formuła Falsies z kera-włóknami, która natychmiast po nałożeniu przylega do rzęs, tworząc długotrwały efekt. Idealną aplikację zapewnia opatentowana przez Maybelline szczoteczka Full Coverage, dzięki której idealnie rozprowadzisz tusz jednym ruchem. Po powiększeniu objętości, rzęsy tworzą wachlarz, dodający uroku każdemu spojrzeniu. Falsies pozwala uzyskać nowy rodzaj objętości: „To nie jest tusz do rzęs, to sztuczne rzęsy w tubce.

Falsies to jedyny tusz do rzęs, który w sposób naturalny zapewnia efekt sztucznych rzęs. Jego działanie sprawia, że stają się one bardziej widoczne, tak jakby sztuczne rzęsy zostały dopiero co nałożone. Włókna stymulujące rzęsy zapewniają takie same efekty jak sztuczne rzęsy: długość, gęstość i objętość. Unikalna szczoteczka Full Coverage o elastycznym włosiu doskonale dopasowuje sie do linii rzęs, umożliwiając pokrycie wszystkich rzęs nawet w kącikach.

Moja opinia:

Umieściłam ten tusz na trzecim miejscu ze względu na to, iż satysfakcjonuje mnie jego działanie na rzęsy, aczkolwiek nijak się ono ma do zapewnień producenta. Lubię ten kosmetyk ponieważ sprawia, że moje rzęsy są niezwykle naturalne i nie wyglądają sztucznie. Dzięki specjalnej szczoteczce bardzo łatwo się go aplikuje. Po ostatnich tuszach, które powodowały na moich rzęsach efekt przesycenia postanowiłam postawić na coś zdecydowanie delikatniejszego. Niestety kosmetyk nie powoduje pogrubienia rzęs na miarę powyższej historii przedstawionej na stronie Maybelline. Nie są one również bardziej gęstsze i dłuższe. Po prostu wyglądają jakby pomalowało się je zwykłym tuszem do rzęs. Z jednej strony bardzo żałuję, że kupiłam produkt, który nie spełnił moich oczekiwań, ale z drugiej jednak jestem zadowolona ponieważ ostatnio nie mam ochoty na mocny makijaż oczu i nie chcę przeciążać rzęs, które odżywiam olejkiem rycynowym i innymi specyfikami, więc taki tusz jest dla mnie jak znalazł. Wiem, że wiele w tym sprzeczności, ale taka już moja natura, staram się we wszystkim znaleźć pozytywy. Wracając jednak do tematu to tusz dostępny jest w opakowaniu o pojemności 9 mln. Kosztował około 25 zł. Mam go już całkiem długo i muszę stwierdzić, że jest bardzo wydajny. Nie kruszy się, ładnie rozdziela rzęsy i nie pozostawia grudek. Reasumując jeżeli chcecie ładnie, subtelnie podkreślić rzęsy to ten kosmetyk jest idealny, jednak jeśli kupicie go ze względu na zapewnienia producenta to się zawiedziecie bo niestety stwierdzenie: „To nie jest tusz do rzęs, to sztuczne rzęsy w tubce.” bynajmniej w moim przypadku okazało się fałszywe.

Wyróżnienie

To jeszcze nie koniec na temat ulubieńców ubiegłego miesiąca. Otóż moim drodzy chciałabym przyznać wyróżnienie pewnej rzeczy, a mianowicie mojej bluzie. Nie śmiejcie się, ale pogoda w lipcu była tak straszna i zniechęcająca, że bluza była moją codzienną częścią garderoby- nie licząc kilku dni niespodziewanego upału oraz prania, bo czasem wypadało ją jednak odświeżyć. Nie wiem, czy pamiętacie, ale kupiłam ją jakiś czas temu w Cubusie na tegorocznych wyprzedażach, a kosztowała mnie niecałe 40 zł. Nie chcę się powtarzać, więc odsyłam Was do wpisu, gdzie możecie poczytać o niej nieco więcej: Bardzo mały szał zakupowy. Już teraz mogę Wam z czystym sercem napisać, że to był naprawdę dobry zakup. Bluza jest ciepła, miła w dotyku, w dodatku ma bardzo fajny kolor, do którego na początku nie byłam zbyt przekonana i przede wszystkim sprawdza się podczas naszego niezwykle „pięknego lata”! Przy okazji chciałabym podzielić się z Wami moją opinią na temat Cubusa. Muszę przyznać, że wcześniej nie doceniałam tego sklepu. Nie wiedzieć czemu często omijałam go szerokim łukiem. Kiedyś jednak skusiłam się by do niego zajrzeć i bardzo miło się zaskoczyłam. Podobała mi się ogromna różnorodność rozmiarów, jakie można tam dostać. Nie jestem drobną osobą, a w sklepach typu Stradivarius, czy Bershka, które bardzo lubię czasem było ciężko z doborem rozmiaru, a Cubus pod tym względem jest naprawdę moim zdaniem genialny. W dodatku uważam, że są tam dobre jakościowo ubrania i dosyć przystępne ceny. Często są tam bardzo kuszące przeceny, a ubrania są tańsze nawet o połowę. Z czystym sercem polecam Wam Cubusa!

Mam ogromną nadzieję, że kolejny wpis o ulubieńcach miesiąca przypadł Wam do gustu! Oczywiście z niecierpliwością czekam na komentarze i opinie. Wybaczcie mi moją ostatnią nieobecność, ale powoli przymierzam się do nauki na wrześniowy egzamin na studia magisterskie i pochłania mi to trochę czasu. Nie martwcie się jednak, bo pamiętam o Was i za niedługo wracam z nowymi wpisami, a w tym z recenzją glinki marokańskiej, którą dostałam do przetestowania od firmy Synesis. Do następnego!

Latest posts by Monika (see all)

Monika

41 Comments

  1. Bardzo fajna bluza. Mam podobną w stylu „Futbolu Amerykańskiego” i mierzę się z zamiarem kupna jeszcze jednej. Są takie milutkie :)

    Pozdrófka kochana!

  2. hehe wlasnie kupiłam sobie ten sam tusz :) Jest fajny, chociaz musze pomalowac rzesy dwa razy zeby osiągnąć na prawde fajny efekt:) Więc zgadzam się z Tobą ze efektu sztucznych rzęs dzieki niemu nie osiągniemy :)

  3. A tutaj jak zawsze można się ciekawych kosmetycznych rzeczy dowiedzieć :) Produkty Garniera dobrze wpływają na moje dłonie, szczególnie w zimie. I skłoniłaś mnie do zakupu – szampon i odżywka z Joanny ‚Apteczka babuni’ :) ze skrzypem i rozmarynem, będę testować!

    W lipcu bluza była podstawą ubioru, ja znalazłam świetną w Diversie nad morzem.

  4. Ja kiedyś miałam ten balsam kokosowy, ale oliwkowego sobie nie wyobrażam! Właśnie muszę sobie coś kupić do ust, bo czuję, że są czasem przesuszone. Ja wieczorem zawsze stosuję wazelinę na usta :) więc są w dobrej kondycji, bo to świetnie nawilża, ale chcę mieć coś doraźnego jak jestem poza domem. Wiadomo, że nie będę się smarować wazeliną hahaha:)

    Lubię Carmex, miałam w zimie dwa opakowania i rzeczywiście pomagał, bo usta były piękne i zdrowe ;) ten w sztyfcie miałam, chyba to na niego się zdecyduję.

  5. Te tusze zawsze się tak reklamują a zawsze wychodzi na to, że ze sztucznymi rzęsami to nie ma nic wspólnego. Ja wciąż szukam ulubionego tuszu (nie ukrywam, że wolałabym coś z nietestujących firm, ale posucha w tym temacie niestety… więc trzeba się zadowolić tym co jest:)))

  6. krem do rąk jest bardzo dobry ale niemałym udogodnieniem byłoby gdyby tubka była zamykana na „klapkę” zamiast na zakręcanie :) a tuszu muszę koniecznie spróbować.Owieczki są w toku Moniu :) acha…i szczerze zazdroszczę ,że mieszkasz w Krakowie,uwielbiam Kraków więc na pewno kiedyś cię odwiedzę :)

  7. dziękuję za miły komentarz:)
    ja z serii ziaja używam tego samego błyszczyka, ale oliwkowego- ma śliczny zapach, wcale nie oliwkowy ;)
    i tusz do rzes też z tej serii M. volume, ale żółty – bardzo polecam :)

  8. bardzo Ci dziękuję!! :) )
    co do second handu, to myslę, że nie potrzeba jakiegoś daru do wyszukiwania rzeczy, wszystko zależy od lumpeksu. ja mam swoje dwa ulubione i w każdym raz w tygodniu spędzam 2-3h. przeglądam prawie wszystkie rzeczy i biorę to co mi się spodoba. na koniec wszystko mierzę i wybieram najlepsze :)
    nowa notka, zapraszam! :)
    http://wiggaa.blogspot.com/

  9. Dla mnie balsam kokosowy wymiata :)
    Uwielbiam też masło kakaowe z tej samej firmy, po prostu cud, miód i orzeszki^^ nie dość, że ładnie pachną to jeszcze działają :p
    A koszula jeansowa jest czymś najlepszym w mojej szafie :p

  10. Dziękuję bardzo za miłe słowa :) Co do kosmetyków, to krem z Garniera akurat u mnie się nie sprawdził, ale pomadką z Ziaji jestem zainteresowana. Zwłaszcza smakiem czekoladowym, ponieważ w tej chwili posiadam Masło kakaowe do ciała i cóż mogę powiedzieć….zapach jest nieziemski! ;-)

  11. wyróżnienie dla bluzy wymiata ^^ ja tez w lipcu kupiłam w podobnej cenie dla siebie, w reporter young, juz nie mialam w czym chodzić przez ten deszcz i zimno :P

  12. Dziękuję Ci kochana za twoje ciepłe słowa! Jesteś jedną z najsympatyczniejszych blogerek jakie tu spotkałam i dziękuję za Twoje wsparcie. Wiem, że lepiej wychodzi mi pisanie niż zamieszczanie zdjęć ze stylizacjami dlatego już myślę nad czymś nowym i świeższym – tematyce równie kosmetykowej, co twój blog. Zachęciły mnie do tego kolejne godziny spędzone na YouTube i recenzowanie kosmetyków przez tamtejsze dziewczyny. Może zajmę się podobną profesją, co Twoja – a wtedy mam nadzieję, że nie będziemy ze sobą konkurowały! Jak blog tylko ukaże się w sieci, na pewno Cię o nim poinformuję! Miałam jeszcze dużo do napisania na MY PERSONAL BLOG, ale doszłam do wniosku, że w większej mierze są to rzeczy dotyczące kosmetyków i chyba pora bardziej ukierunkować bloga, bo chaos mi nie służy. Będę informowała Cię na bieżąco!

    Dzięki za recenzję tego balsamu do ust. Wiele razy patrzę w Rossmanie po produktach z ziaji, a ostatnimi czasy zastanawiam się nad kupnem jakiegoś fajnego balsamu do ust. A kokoks skutecznie mnie zachęca!

    Pozdrawiam cieplutko,
    H.

  13. Dziękuję Ci!:) zawsze jesteś taka miła i zostawiasz konkretne, fajne komentarze :) to mnie bardzo buduje:)
    przekonałaś mnie do balsamu – kupię go sobie na pewno, nie wiem kiedy ale kupię :) ziaja jest najlepsza – te cudowne kosmetyki czynią cuda, nie znam się na nich ale zastanawiam się z czego one są że są tak wspaniałe?:)
    zauroczyła mnie ta bluza mimo że nie widzę jej w całości :) uwielbiam takie sportowe wzory niczym z amerykańskiego collage’u :)
    pozdrawiam!:)

  14. dziękuję Ci kochana, to chyba najmilsze komentarze, jakie dostaję:)) ale Ci zazdroszczę, ze mieszkasz w takim pięknym mieście, u mnie w Poznaniu (choć tam tylko studiuję) nic naprawdę nic się nie dzieje.. i muszę jechać prawie 8h pociągiem do Krk;) ostatnio byłam na selectorze, sporo się u was dzieje:) szkoda tylko, że połączenia mamy takie słabe.. ale co tam:) a krem z Garniera mam, tyle, że z mango, wydaje mi się, że raczej natłuszczał dłonie niż nawilżał, bo w kółko musiałam smarować, ale zapach ładny:) pozdrawiam!

  15. te tusze nie zdają w ogóle rezultatu wg mnie….jeżeli znajdziesz jakiś godny polecenia chętnie zakupie…wydając od 20 do 110 zl na tusze jeszcze nigdy nie udalo mi sie trafic na jakis idealny:(

  16. Ooo widzę że w rankingu znalazło się też paru moich ulubieńców :) ja mam z Garniera kremik z ekstraktem z mango z formułą L-Bifidus też jest super,a tusz kupiłam ostatnio skuszona promocją Colossal Cat Eyes i muszę przyznać że jest dużo lepszy od poprzednika. Pozdrawiam i miłego dnia życzę :)

  17. Przyznam, że zaciekawiłaś mnie ulubieńcami, choć z tuszem miałam okazję się poznać. Jest godny polecenia.
    A chciałam dopisać coś… pamiętasz puder, który opisywałam? Ma jednak schowek na gąbkę – wraz z gąbkę, a tam małe cudne lustereczko! Przez przypadek odkryłam.
    Pozdrawiam:)

  18. Dzięki Twojej recenzji chyba moim następnym balsamem do ust, gdy skończy mi się Bebe będzie Ziaja, tez uwielbiam kokos :) ja z żółtego Volum’ Express jestem średnio zadowolona, bo się osypuje, wcześnie dość rozmazuje i trochę skleja. Jestem fanka Masterpiece Max, ale raz kupiłam wyschniety i 50 zł poszło w plecy :/

  19. Mówisz, że ten garnier taki fajny? Może wypróbuję :) kilka razy miałam ten czerwony, ale mimo, iż był skuteczny to długo się wchłaniał i się lepił :/ ostatnio kupiłam zielono – biały lirene i jestem zadowolona.
    Bardzo fajna ta bluza :)

    Pozdrawiam ciepło :)

  20. Kokosowa pomadka,to dla mnie zbyt duża pokusa… byłby zjedzona w ciągu 5 minut! A krem do rąk również używam właśnie ten ;-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *